Właśnie skończyły się ogłaszane przez NFZ konkursy na niektóre rodzaje i zakresy świadczeń, w Krakowie np. na stomatologię, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną, profilaktyczne programy zdrowotne. Konkursy odbyły się nietypowo, w środku roku, co było związane z przedłużeniem umów przez Fundusz do 30 czerwca 2014 r. w związku z ubiegłoroczną nowelizacją ustawy o świadczeniach, która takie rozwiązanie dopuściła.
Z moich obserwacji wynika, że wielu oferentów, którzy dotychczas byli świadczeniodawcami, przegrało konkurs. I to o wielką stawkę, bo umowy zawierane były na cztery lata. Niektórzy, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, stali się od 1 lipca właściwie bezrobotni.
Uważna analiza wszystkich ofert (co wreszcie możliwe jest w toku postepowania odwoławczego, aczkolwiek z ograniczeniami), oraz wiele przeprowadzonych rozmów z oferentami, którzy musieli zmienić status na „odwołujących się”, pozwala na smutną konstatację, że zgubiła ich rutyna i poczucie, że skoro od dziesięciu, a nawet więcej lat byli świadczeniodawcami i się udawało, to i teraz powinno. Kontraktowanie wygrały zupełnie nowe podmioty, często dopiero wchodzące na rynek, utworzone tuż przed ogłoszeniem konkursów.
Żaden z nich nie zapoznał się z zasadami dotyczącymi kryteriów oceny ofert, a o zasadach punktacji za poszczególne kryteria dowiadywał się dopiero tuż przed albo i po złożeniu odwołania od rozstrzygnięcia konkursu ofert. Niektórzy brali udział w szkoleniach z kontraktowania, organizowanych przez NFZ i zaglądali na strony Funduszu, bo tam zamieszczane są odpowiedzi na pytania oferentów. Ale na żadnym ze szkoleń, w którym brali udział moi klienci, nie informowano ich w jaki sposób należy np. ustalać cenę za punkt rozliczeniowy.
Oferty nowych świadczeniodawców, którzy nie otrzymali, bo nie mogli, dodatkowych punktów za kryterium ciągłości, zostały wybrane w konkursie, ponieważ znalazły się na pierwszych miejscach przed tzw. „linią odcięcia”. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – oferty były dobrze przygotowane, za kryterium ceny te oferty otrzymały najczęściej maksymalną ilość punktów i często to właśnie kryterium przesądza o wygraniu konkursu, a nie wykazany dodatkowy sprzęt czy certyfikaty. Właściciele pomiotów prowadzących działalność leczniczą, którzy po raz pierwszy startują w kontraktowaniu świadczeń najwyraźniej studiują dokładnie zarządzenia Prezesa NFZ. No i uczestniczą w szkoleniach, ale niekoniecznie w tych organizowanych w ramach Akademii NFZ.
Czy to jest sprawiedliwe, że „starzy” świadczeniodawcy, którzy przez lata zdobyli zaufanie i szacunek pacjentów, bo są dobrzy w tym co robią, wypadają z gry? Pewnie nie, ale też nie istnieje w kontraktowaniu NFZ kryterium pod nazwą „zadowolenie pacjenta”, czy raczej, stosując nfz-owską terminologię: „świadczeniobiorcy”.
Kolejne konkursy w wielu oddziałach wojewódzkich będą ogłaszane jesienią tego roku, jest jeszcze sporo czasu aby się przygotować. Chciałabym zaprosić Cię na prowadzone przeze mnie szkolenie o kontraktowaniu świadczeń w 2014 r. , organizatorem którego jest Explanator. Wszystkie informacje znajdziesz na moim blogu w zakładce SZKOLENIA . Obiecuję, że spędzimy razem sześć interesujących godzin.
A lato w moim ogrodzie kwitnie teraz rudbekiami, przypominającymi słońce…





{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }
dlaczego „starzy” świadczeniodawcy wypadają???
Bo tak zadecydował ustawodawca, który w swej nieskończonej inteligencji uznał, że umowy są zawierane na trzy lata i co trzy lata następuje weryfikacja, co oznacza, że co trzy lata rynek może odwrócić się do góry nogami. Nowi to najczęściej prywatni z duuużym kapitałem, którzy zostawiają w tyle publiczne jednostki z ogromnymi długami. Po drugie i tu prawdę należy sobie powiedzieć, „starzy” osiadają na laurach, myśląc, że jak załapali się do systemu to już tak będzie zawsze. Ustawodawca nie pomyślał o stabilizacji i bezpieczeństwie pacjentów. Zresztą nowelizacja niewiele zmienia po za wydłużeniem okresu obowiązywania umów. Ach będzie dodatkowy warunek rankingujący pozytywna decyzja kogoś tam 🙂
Część zleceniobiorców po prostu spoczęła na laurach myśląc, że i tak dostaną kontrakt. Nie zazdroszczę im.
Bardzo znaczna jest grupa świadczeniodawców tego typu i to są często duże, poważne placówki. One nawet nie „spoczywają na laurach”, bo dbają o wyposażenie w sprzęt, o dobrą kadrę. Tym większe jest więc rozczarowanie kiedy okazuje się, że to nie wystarczy.